Czarodziej stepu - wywiad z Sebastianem Piątkiem

  • Napisała 
  • Dział: Wywiady

W chwili, gdy zajęcia stepu dla początkujących w Polsce odnotowują po raz pierwszy nieznaczny spadek zainteresowania, nasz rodak za zachodnią granicą niezmiennie robi furorę, a jego platforma fitnessschool.tv cieszy się żywym zainteresowaniem wśród trenerów w całej Europie. Czarodziej stepu, międzynarodowy prezenter Sebastian Piątek, opowiada nam zarówno o tych dobrych, jak i niekorzystnych zmianach zachodzących w tej gałęzi fitness. Jego obserwacje to jednak nie tylko cenne wskazówki dla miłośników stepu, ale także dla wszystkich zainteresowanych ewolucją branży i mentalności współczesnego trenera.

 

ekspertfitness: Pamiętasz dokładnie, kiedy pierwszy raz wskoczyłeś na step?

Sebastian Piątek: Tak! Wtedy studiowałem jeszcze rehabilitację na uczelni. Mieliśmy na niej tak ogromne przerwy pomiędzy wykładami i zajęciami, że koleżanka poleciła mi zajęcia stepu w pobliskim klubie fitness. Pamiętam, jak nie potrafiłem zupełnie tego stepu załapać. Kiedy wszyscy właśnie wchodzili na step, ja z niego schodziłem – i odwrotnie. Ale ta muzyka i ta zabawa... pełen odjazd! To był niezapomniany czas mojego życia.

Sebastian Piątek

ef.: A zatem miłość od pierwszego wejrzenia?

S.P.: Może nie miłość, ale pasja, znaczące odkrycie. Przez pierwsze 3 miesiące nie myślałem w ogóle o byciu trenerem. Takie elementy, jak budowę kroków, zabawę z ramionami itp. zacząłem zauważać później. Zafascynował mnie fakt, że step pozwala wszystkim bez wyjątku na świetną zabawę, taniec w rytmie muzyki. Te emocje, które klienci i dobrzy trenerzy odczuwają w trakcie zajęć, są niesamowite i nieporównywalne z odczuciami, jakie ma się podczas „zwyczajnych” zajęć wzmacniających albo stretching'u.

Przełomowym momentem były dla mnie zajęcia stepu w Sztokholmie podczas mojego pobytu tam na stypendium. Byliśmy zaproszeni do klubu fitness, żeby po prostu mieć porównanie. Zobaczyłem tam kobietę, która na pierwszy rzut oka nie wyglądała nawet jak trenerka, ale... w momencie, kiedy rozpoczęła swoje zajęcia, a po brzegi wypełniona sala zaczęła się ruszać, krzyczeć i klaskać… właśnie tylko w ten sposób chciałem od tego momentu prowadzić zajęcia. Byłem pod ogromnym wrażeniem tej kobiety.

Sebastian Piątek

ef.: W ostatnich latach zainteresowanie zajęciami stepu dla początkujących w Polsce odnotowało pewien spadek. Wydawać by się mogło, że frajdę z niego czerpie już głównie zaawansowana „śmietanka“, a trudno o zajęcia z prostą choreografią. Jak myślisz, czym to może być spowodowane?

S.P.: YouTube, Facebookiem i innymi kanałami do wymiany filmów pomiędzy trenerami na świecie. Każdy widział już trenerów w ich filmach video, gdzie kamera skierowana jest tylko i wyłącznie na nich samych na scenie. Wydawać by się mogło, że oni właśnie nauczyli tej niesamowicie skomplikowanej, dziwnej choreografii pozbawionej ramion parę setek ludzi. Niestety to nie jest prawda. Wielu trenerów na świecie odkryło ten łatwy proces autoreklamy. Kiedyś to konwencje służyły wymianie pomysłów i ponownemu nabraniu energii do własnych zajęć. Przypominają mi się pierwsze konwencje Inki Szymański albo Reebok... Teraz pojawiła się grupa prezenterów, która przegania się w zrobieniu z zajęć na stepie konkursu na najbardziej skomplikowaną choreografię. O ile utalentowanym trenerom uda się ogarnąć ten - dla mnie bezsensowny - ogrom szybkich, niebezpiecznych i niepłynnych kroków, to niestety nie będzie to żadna godna naśladowania inspiracja dla trenerów prowadzących zajęcia w klubie ze "zwyczajnymi“ klientami. Młodzi trenerzy w Polsce i innych krajach oglądają takie nagrania i chcą oczywiście być tacy, jak ich internetowi idole. Ktoś, w tym wypadku „social media“, przekonał ich, że to, co oglądają, jest wspaniale. Tak, jak wtedy szwedzka trenerka wpłynęła na moją pasję, tak te internetowe gwiazdy wpływają na naszych niedoświadczonych trenerów. Brakuje im doświadczenia w prowadzeniu realnych zajęć, żeby mogli odróżnić dobrą choreografię od... „innej”.

ef.: Mimo wszystko Twoje zajęcia cieszą się ogromnym zainteresowaniem, masz ugruntowaną pozycję w światowej czołówce instruktorów stepu. W czym tkwi tajemnica Twoich zajęć?

S.P.: Myślę, że ja miałem to szczęście móc uczyć się mojego rzemiosła od wspaniałych, doświadczonych szkoleniowców. Oglądałem innych kolegów na scenie i uczyłem się z ich sukcesów i błędów. Po każdej lekcji analizuję to, co wydarzyło się na zajęciach, moje zachowanie, choreografię, energię i muzykę. Staram się zrozumieć, dlaczego ta lekcja przebiegła właśnie w taki, a nie w inny sposób i próbuję robić użytek z tych obserwacji w moich kolejnych zajęciach. Oczywiście, zmieniły się trendy i charakter zajęć w ciągu lat, w których aktywnie działam w branży. Pomimo tego jestem w stanie dopasować moje pomysły do możliwości ćwiczących i rozsądnie zmienić choreografię, aby zabawa była jeszcze lepsza. To nie choreografia sprawia, że ludzie zapamiętują prezentera. To jego zachowanie, sposób, w jaki przemyka do serc uczestników swoich zajęć.

Sebastian Piątek

ef.: Czy twoim zdaniem, możliwe jest entuzjastyczne prowadzenie zajęć i dobre bawienie się przy tym, jeżeli od ćwiczących nie otrzymuje się tej samej energii?

S.P.: Od 11 lat pracuję jako nauczyciel angielskiego, WF-u i informatyki w jednej ze szkół podstawowych w Berlinie. To, czego nauczyły mnie moje dzieciaki na lekcjach, wykorzystuję w pracy z dorosłymi. Energia, z którą wchodzisz na salę, z którą rozpoczynasz i prowadzisz zajęcia, jest odzwierciedlona w energii, zachowaniu twoich klientów. To nie klienci są nieentuzjastyczni. To my odbieramy ich w ten sposób. W Niemczech zainteresowałem się rozwojem własnej osobowości. Sposób, w jaki postrzegamy świat i ludzi ma wiele wspólnego z tym, co w nas się właśnie dzieje. Aktualnie oprócz stepu i dance szkolę trenerów w tym temacie, a na fitnessschool.tv pracujemy już nad tego typu zajęciami dla trenerów. Wydaje mi się, że to bardzo interesujący i ważny temat.

ef.: Porozmawiajmy więc o fitnessschool.tv. Kiedy zrodził się w twojej głowie pomysł stworzenia takiej platformy?

S.P.: fitnessschool.tv był w mojej głowie już od wielu lat. Po warsztatach i szkoleniach zawsze słyszałem od trenerów, że bardzo dużo się nauczyli, ale brakuje im pomysłów na dobre zajęcia. Konwencje zaczęły się zamieniać w sale pełne stojaków z kamerami video. Trenerzy siadali z boku i wierzyli, że wystarczy zajęcia nagrać, a nie tędy droga. Tworząc fitnessschool.tv spełniłem swoje marzenie o przestrzeni, w której mogę wesprzeć trenerów w ich codziennej pracy i skrócić czas potrzebny na przygotowanie nadchodzących zajęć. Konwencje powinny służyć nabraniu energii i inspiracji; to moment, kiedy my, trenerzy, stajemy się klientami i możemy poczuć, jak świetnie jest się pobawić na dobrych zajęciach. Nasze ciało uczy się choreografii tylko, kiedy ją tańczymy. Tylko wtedy, kiedy sami ją poczujemy, będziemy w stanie w podobny sposób przekazać ją naszym klientom. Na fitnessschool.tv pokazujemy nie tylko budowę zajęć, ale przekazujemy wiedzę, jaką prezenter zebrał w swojej karierze, i dajemy trenerom możliwość czerpania z niej. Chcesz wiedzieć, dlaczego trener na scenie wykorzystał tę budowę choreografii, a nie inną? Zapraszam na www.fitnessschool.tv. Tam się tego dowiesz.

Sebastian Piątek

ef.: Podkreśliłeś przed chwilą znaczenie tradycyjnych konwencji, a jednocześnie sam nauczasz w Internecie. Porozmawiajmy więc o szkoleniach. Jak myślisz - czy platformy takie, jak fitnessschool.tv to również naturalny kierunek ewolucji szkoleń fitness, który kiedyś zastąpi te na żywo? Czy jest w ogóle możliwe przyswojenie wiedzy bez feedbacku od prowadzącego?

S.P.: fitnessschool.tv jest internetową biblioteką z pomysłami na zajęcia dla trenerów prowadzących zajęcia grupowe: step, AeroDance, trening funkcjonalny, Pilates. Zobaczysz tam, jakie ćwiczenia czy kroki są dobre. Zrozumiesz, jak ich nauczyć i na co powinieneś zwrócić uwagę podczas prowadzenia lekcji. Stanie się tak jednak tylko, jeżeli masz doświadczenie w prowadzeniu zajęć, jeżeli będziesz w stanie w pełni zrozumieć informacje i wskazówki prowadzących w naszych lekcjach. A jestem przekonany, że feedback prowadzących szkolenia jest niezastąpiony. Czy kiedyś będzie to możliwe bez faktycznego bycia na szkoleniu...? To inna sprawa. Jak na razie polecam szkolenia na żywo. I najlepiej wszędzie! Nieograniczanie się do jednej szkoły może nam tylko otworzyć oczy na inne możliwości.

ef.: W swoich filmach instruktażowych prezentujecie step marki tiguar. Co, Twoim zdaniem, wyróżnia go na tle innych?

S.P.: Po raz pierwszy doświadczyłem niezwykłości stepów tiguara na konwencjach w Polsce. Pamiętam, jak zacząłem dopytywać, co to za sprzęt. Step, który się nie przesuwa na zajęciach? To było niesamowite odkrycie! Od tego czasu jestem fanem "tiguara". Wybierając sprzęt do naszych filmów uważaliśmy na dobranie tyko tych produktów, które my, jako prezenterzy na fitnessschool.tv, uważamy za najlepsze. W międzyczasie tiguar pojawił się również w Niemczech. Nareszcie mogę tańczyć na moich ulubionych stepach co tydzień.

Sebastian Piątek

ef.: Czy chodzą Ci po głowie jakieś inne innowacyjne pomysły?

S.P.: Wiele. Ale staram się o nic opowiadać dopiero, kiedy przestają być tylko pomysłami, a staja się realne.

ef.: Podobno geniusz to 1% talentu i 99% ciężkiej pracy. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat jako kogoś, kto osiągnął tak wiele w branży? Zawdzięczasz to bardziej wykształceniu, pasji, wyprowadzce do bardziej przychylnego kraju czy wrodzonemu talentowi?

S.P.: Nieświadomie wyobrażałem sobie moje życie, moją pracę i związaną z tym zabawę jeszcze będąc w Polsce. Zawsze wierzyłem, że życie daje nam nieskończone możliwości. Jeżeli coś, co robisz, sprawia ci przyjemność, to nie odbierasz tego jako ciężką prace. Wydaje mi się, że ja po prostu byłem i jestem osobą odważną i pozytywnie myślącą, która nieustannie dąży do celu.

Sebastian Piątek 7

ef.: Jak zachęciłbyś na koniec do zajęć stepu kogoś, kto nie wie, jakie korzyści można dzięki nim odnieść?

S.P.: To trzeba przeżyć. Zapraszam w każdy czwartek o 20:00 na moje zajęcia w Berlinie, gdzie np. twoje ręce staną się „baletowe“ a ty nawet nie będziesz wiedział, jak to się stało!

ef.: Dziękuję za rozmowę!

S.P.: To ja serdecznie dziękuję i pozdrawiam.

Lena

Nieustanny obserwator i eksplorator. ;-)