Dlaczego zwiększając długość i częstotliwość treningów Indoor Cycling prawdopodobnie wcale nie poprawisz swoich rezultatów

Wbrew pozorom nie każdej osobie zjawiającej się w fitness klubie zależy na tym, aby z treningu na trening poprawiać swoje wyniki. Dla wielu ćwiczących osób celem treningowym może być odstresowanie się po pracy, spędzenie czasu w towarzystwie innych klubowiczów, czy nawet posłuchanie muzyki. I to jest piękne! Trening Indoor Cycling odpowiada bowiem na każdą z tych potrzeb sprawiając, że na sali rowerowej możemy spotkać osoby motywowane poprzez zupełnie różne czynniki. Zadaniem dobrego instruktora Indoor Cycling jest zatem sprawienie, aby każda z tych osób wyszła z treningu z poczuciem odniesionej indywidualnej korzyści.

 

Co jednak, gdy osoby, którym zależy na poprawie swoich rezultatów, mimo regularnych treningów, nie odnotowują lepszych wyników?

Spotykam się z coraz większą grupą klientów, która podczas treningów Indoor Cycling przygotowuje się do różnego rodzaju wyzwań sportowych – zawodów triathlonowych, maratonów rowerowych, biegowych, czy w kolarstwie górskim. Do dwóch najbardziej popularnych maratonów MTB na Mazowszu - Mazovia MTB Marathon oraz Poland Bike Marathon - uczestnicy moich zajęć trenują przez kilka miesięcy. Mimo tego niejednokrotnie spotykam się z pytaniem zadawanym przez osoby, które wiele godzin w tygodniu poświęcają na trening zarówno indoor, jak i outdoorowy:

„Jak to jest, że tyle godzin kręcę, a nie zauważam żadnej poprawy?”

W wielu przypadkach (choć nie zawsze) odpowiedź na to pytanie jest dość prosta. Czynników wpływających na osiągane przez zawodników rezultaty jest wiele (technika jazdy, wykorzystywany sprzęt), lecz jeden z nich jest kluczowy. Jaki?

Intensywność wysiłku podczas treningu.

Prawda jest taka, że wiele osób jako bodziec do rozwoju zmienia tylko jeden czynnik treningowy: objętość treningu. Dziesiątki godzin i setki kilometrów zarejestrowanych na Stravie. Jednak problem polega na tym, że objętość to nie wszystko - jest oczywiście niezwykle ważna w pewnych okresach przygotowania, ale im bliżej wyzwania, kluczowym czynnikiem staje się intensywność.

Niestety niektórzy „riderzy" nie są w stanie przełamać psychicznej bariery i po prostu się... zajechać. Jeśli jednak zależy nam na rozwoju sportowym, staje się to nieuniknione.

Jak temu zaradzić? Jak zmobilizować się do większego wysiłku i opuszczenia strefy komfortu?

Jest na to najstarszy z możliwych sposobów - rywalizacja. Częsta i oczywiście przemyślana rywalizacja. W myśl zasady, że najgorsze zawody dają więcej niż najlepszy trening. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy ma czas i możliwość, aby co weekend wybrać się gdzieś w podróż, aby się trochę pościgać. Czy jest więc jakaś alternatywa?

Z pomocą przychodzi progresywny test wydolnościowy wyznaczający FTP.

Można go wykonać na rowerach ICG® - IC7, IC6 oraz IC5. Nie będę teraz wyjaśniał i rozwijał, co oznacza ten skrót i dlaczego jest tak ważny (zrobię to w kolejnym odcinku ;) ). Najważniejsze jest to, że jest on określony liczbą. Im większa liczba, tym lepiej - proste. Nie trzeba rozumieć skomplikowanych zagadnień, wystarczy informacja: miałem FTP na poziomie 225, a po 3 tygodniach pracy mam 240 - czyli super, rozwijam się!

A więc raz na jakiś czas (ale regularnie) wsiądź na rower ICG i zrób test! Gwarantuję, że po kilku przebytych testach będziesz miał znacznie więcej siły do pokonywania słabości. Bo tak działa mózg sportowca - chce pokonać swój własny wynik z poprzedniego pomiaru, chce zobaczyć wyższą wartość FTP.