Wróć do podstaw albo... wracaj do domu

Zacznijmy od małego eksperymentu. Spróbujmy stanąć z boku, aby z perspektywy cichego obserwatora zastanowić się nad tym, jak wygląda dzisiaj świat fitness i rekreacji ruchowej. Przyjrzyjmy się temu z bezpiecznego dystansu zakładając na nasz aparat szkło z przeznaczeniem „do obiektywnego spojrzenia”.

 

Obraz, który zarejestrujemy, wyglądałby mniej więcej tak: niemal wszyscy robimy dzisiaj przysiady i trenujemy martwy ciąg. Niemal wszyscy wykonujemy swingi, wykroki, wyciskanie sztangi nad głowę, burpees, wskoki na skrzynkę, wariacje na temat Plank z wykorzystaniem TRX i wiele innych, modnych ćwiczeń. Prawie wszyscy do swoich treningów implementujemy złożone ruchowo, skomplikowane biomechanicznie techniki, aby zwiększać efektywność naszych działań i skracać drogę do postawionych sobie celów. Zarówno tych sylwetkowych, jak i sportowych. Prawie wszyscy używamy wielu sprzętów, korzystamy z najnowszych zdobyczy technologii, aplikacji na smartfony oraz tablety.

Wszystko po to, aby ćwiczyć mocniej, więcej, ostrzej, intensywniej, szybciej …

Owszem, wielu z nas przywiązuje coraz większą wagę do poprawności oraz jakości wykonywanych ćwiczeń i całych jednostek treningowych. Swój udział mają w tym trenerzy, instruktorzy oraz liczne publikacje w Internecie, w tym filmy instruktażowe na YouTub’ie. Trenujemy dużo, często, niemal wyłącznie intensywnie. Trenujemy z dużym zaangażowaniem i sporą motywacją. Nabodźcowani perspektywą nieustannych startów w zawodach crossfitowych, maratonach, triathlonie, biegach survivalowych, amatorskich zawodach sylwetkowych i maratonach fitness, nie pozwalamy sobie na zwolnienie tempa. Część z nas goni i ściga pociąg z napisem „poklask w mediach społecznościowych”. Trenujemy metodą obwodową, treningiem dzielonym. Łączymy trening oporowy i wytrzymałościowy. Trenujemy na dużej objętości i z dużą intensywnością.

Trenujemy, trenujemy, trenujemy… I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że rozpoczynając sprint ku osiągnięciu swoich celów treningowych zupełnie zapomnieliśmy o tym, jak duże przełożenie na nasz bieg posiada odpowiednie ustawienie bloków startowych.

Naszymi blokami startowymi, czyli punktem wyjścia do jakiejkolwiej aktywności fizycznej, jest zakres naszych ruchowych możliwości. Możliwości, które diametralnie różnią się od tych, którymi dysponują sportowcy wyczynowi oraz reszta mocno wytrenowanych amatorów, na których się wzorujemy. Ba, napiszę nawet więcej — nasza sprawność bazowa, podstawowa, fundamentalna, naturalna (nazwa nie ma tu większego znaczenia) na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu, czy nawet kilkunastu lat, uległa znacznemu pogorszeniu.

Powiedzmy wprost — nasza sprawność ogólna spadła, za co główną winę ponoszą czynniki cywilizacyjne.

Siedzący tryb życia połączony z niewłaściwym treningiem spowodował utratę pełni funkcji naszego ciała. Dla przykładu — spędzając większą część dnia w pozycji siedzącej oraz ćwicząc w niewłaściwych (niepełnych, niefizjologicznych) zakresach ruchu, wywołujemy skracanie się zginaczy stawu biodrowego. To z kolei przekłada się na powstawanie asymetrii w ciele, która prowadzi prosto do licznych dysfunkcji, a w konsekwencji urazów. Walczymy z bólem oraz zmęczeniem, nie potrafiąc oprzeć się dziesiątkom bodźców zewnętrznych, które nakręcają nas do pędzenia na karuzeli donikąd. Naszą motywację pompują hasła: „ból jest jak potwór z Loch Ness, wszyscy o nim mówią, ale nikt go nie widział”, „no pain no gain” czy „pot to łzy tłuszczu”.

A gdyby tak powiedzieć STOP?

Przecież suma summarum poza nami samymi na ogół nikt nas nie goni. A gdyby tak docenić to, co możemy zrobić z sobą i naszym ciałem w następnych latach, a przestać przeceniać to, co może zadziać się w tydzień, miesiąc czy kwartał? W kontekście coraz większej wiedzy, którą jako zwykli zjadacze chleba posiadamy na temat ciała, ruchu i metod treningowych, za jeden z naszych priorytetów powinniśmy przyjąć dążenie do odzyskania perfekcyjnej formy wzorców ruchowych. W połączeniu z modelem BPS (Bio – Psycho – Social Model), czyli sposobie myślenia o człowieku poprzez pryzmat sięgający o wiele dalej niż tylko materii składającej się z „góry mięsa”, otrzymujemy podejście do treningu niemal idealne.

Popatrzmy na całą historię opisaną na początku poprzez obiektyw dający perspektywę „zdrowego rozsądku”. Jak wtedy wyglądałby dzisiejszy świat fitness i rekreacji ruchowej?

Niemal wszyscy ćwiczący pod okiem mądrych trenerów pracują z ciałem w oparciu o ruchy fundamentalne (o których sporo mówimy podczas szkoleń TRX®), lokalizują słabe ogniwa w ciele, a ich wygaszenie staje się obsesją, Mount Everestem do zdobycia. Niemal wszyscy najpierw koncentrują się na poprawie funkcji poszczególnych segmentów i poznaniu — choćby intuicyjnym — specyfiki ich pracy. Prawie każdy ćwiczący ze zwiększania intensywności treningu i stosowanych obciążeń czyni nagrodę za osiągane postępy w jakości ruchów. Niemal każdy aktywny fizycznie człowiek dba z równym zaangażowaniem o rozwój parametrów siłowych, wytrzymałościowych i szybkościowych oraz poprawia swoją mobilność, stabilność i elastyczność po to, aby dysponować silnym filarem (Pillar Strenght Mark Verstegen) zapewniającym dużą ergonomię w posługiwaniu się własnym ciałem.

Trenujący posiadają świadomość, że ich sprawność, sylwetka i wyniki sportowe są wypadkową nie tylko treningu sportowego oraz właściwej diety, ale uzależnione są także od:

  • czynników biologicznych (genetyczne predyspozycje, reakcje chemiczne wpływające na funkcjonowanie układu nerwowego,  przebyte choroby i urazy, kondycja układu odpornościowego, tempo przemian fizjologicznych),
  • psychologicznych (poziom percepcji, umiejętność zarządzania stresem, pamięć, szybkość uczenia się, życiowa postawa),
  • społecznych (wsparcie najbliższych, umiejętności interpersonalne, opieka medyczna, tradycje kulturowe, status społeczny)*.

Prawie wszyscy nie tylko edukują się w zakresie ruchu, metod treningowych i sposobów szybkiego spalania tkanki tłuszczowej, ale zdobywają także wiedzę na temat lepszej regeneracji, relaksacji, nawadniania organizmu i snu.

Brzmi jak utopia, jak treningowa Atlantyda? Pewnie tak, ale wcale nie musi, jeśli tylko spróbujemy przełożyć powyższe założenia na „mięso” treningowe. Skoro wiemy, że przysiad naszego podopiecznego nie wygląda jak należy — brakuje stabilności w obrębie stawu kolanowego, kuleje mobilność bioder, osie stawów są połamane, a dociążana kolumna kręgosłupa woła o pomoc — to wiemy również, że zwiększanie nakładu na sztangę i intensywności treningu jest biletem tylko w jedną stronę.

Każda minuta, godzina, dzień spędzony w takim układzie powiększa jedynie dług zaciągany w ciele, które w końcu powie: sprawdzam.

Zmieniajmy to jako trenerzy. Wracajmy do fundamentów. Gońmy za podstawami. Nie bójmy się być skuteczni. Drżyjmy przed bezproduktywnym efekciarstwem. Uczmy ludzi, że więcej nie znaczy lepiej.

Edukujmy, że w prostocie tkwi siła, a regres i skalowanie w dół to oznaka świadomości — nie słabości. Pracujmy nad wiarą w to, że jakość ruchu i życia oraz higiena z jaką traktujemy nasze ciało jest narzędziem progresu i postępów.

Ludzkie ciało jest z jednej strony wspaniałym, wręcz magicznym mechanizmem. Z drugiej — tworem mocno skomplikowanym. Dwaj postawieni obok siebie ludzie nigdy nie będą ruszać się dokładnie tak samo, nie będą reagować na bodźce dokładnie tak samo. Nie będą mieć tych samych zakresów ruchów, identycznego poziomu stabilności, siły, szybkości, mocy itd. Nie okażą tego samego poziomu zaangażowania, motywacji, nastawienia i zrozumienia procesu treningowego. Ten fakt nie powinien stresować. Ten fakt czyni naszą pracę bardzo interesującą, jednak wymagającą zarazem.

Trenerze, zmuś się do otwarcia umysłu. Zwiększ perspektywę na ciało i ruch.

Nie ma uniwersalnie bezpiecznych ćwiczeń i metod, nie ma złotych środków. Jeśli nasi podopieczni nie są gotowi na bodźce treningowe, które próbują sobie aplikować, dla ich dobra powiedzmy czasem zdecydowane: STOP! Przypominajmy, że od ich wybitnej sprawności czy kosmicznych wyników sportowych nie zależy ich byt. Na ogół są przecież prawnikami, księgowymi, informatykami, wykładowcami, nauczycielami, kierowcami itd. Pokażmy, że częsta aktywność jest dobra tylko wówczas, gdy wiąże się z wysoką jakością tego, jak się ruszamy.

Move well. Move often and through that make your body your machine.

PS W kolejnym artykule z cyklu „Podwieszony″ powyższe rozważania wprowadzimy w życie. Przedstawię Wam konkretne procedury pracy podczas sesji uzupełniających treningi biegowe z wykorzystaniem systemu podwieszanego TRX oraz RIP Trainera.

*na podstawie BPS Model George’a Engela

Marek Mroczek

Absolwent Uniwersytetu Jagiellonskiego, Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie oraz Uniwersytetu SWPS w Katowicach

Z wykształcenia Magister Wychowania Fizycznego, Trener Piłki Siatkowej, dyplomowany przez Ministerstwo Sportu Manager Sportu, Certyfikowany Trener Biznesu oraz Socjolog. Na co dzień Master Trener TRX POLSKA oraz GT®. Trener Personalny oraz prezenter Indoor Cycling MyRide+ Szkoleniowiec z zakresu TRX FTC, Group Training oraz podstaw dietetyki. Edukator na kursach dla Trenerów Personalnych z ramienia szkoły Open Mind® Międzynarodowy trener FACTS® oraz Blackroll®. Pracuje jako trener przygotowania motorycznego z zawodowymi sportowcami. Były siatkarz, dziś amator sportów wytrzymałościowych.