Od grubaska do Mistrza Polski

  • Dział: Wywiady

Nie samym fitnessem człowiek żyje. Przedstawiamy wam sylwetkę Mistrza Polski w kolarskie górskim (downhill), który dzięki swojej pasji, zaangażowaniu oraz wytrwałości dotarł na sam szczyt - nie tylko ten sportowy. Poznajcie Artura Miśkiewicza, który dodatkowo dzisiaj (20.07.) obchodzi swoje urodziny! Sto lat Arczi!

Kuba Drobik: Jak to się stało, że znalazłeś się w tym miejscu, w którym obecnie jesteś?

Artur Miśkiewicz: Przede wszystkim dzięki ciężkiej pracy. Tak naprawdę zawsze kładłem największy nacisk na nią, choć potrzebny jest też łut szczęścia. Najlepiej, gdyby jedno było połączone z drugim. W moim przypadku tego szczęścia było odrobinę, reszta to wytężona praca i wiele wysiłku do potęgi entej. W sumie to zasługa siedemnastu lat ciężkiej pracy.

K.D.: Z wiarygodnych źródeł wiem, że nie było Ci łatwo dojść do formy, którą obecnie prezentujesz. Dlaczego?

A.M.: To prawda, nie było to łatwe chociażby dlatego, że zaczynałem od 30% tkanki tłuszczowej przy 100 kilogramach. W tej chwili mam 4% tkanki tłuszczowej przy 67 kg wagi. Ile mam w pasie? Tak naprawdę już nie wiem. Bardziej interesuje mnie samopoczucie, moje możliwości i dobry wygląd. Trzeba dążyć do celu niezależnie od tego, czy jest dobrze, czy źle. Często wydaje nam się, że jest już z górki, a niestety jest zupełnie inaczej, więc tu też ważna jest pomoc w postaci szczęścia. Dzięki temu dziś jestem tak naprawdę człowiekiem, który kocha to, co robi, i jeszcze na tej pracy zarabia.

K.D.: Arturze, co skłoniło cię do zmian w życiu, do walki o lepszą wersję Ciebie?

A.M.: W momencie, kiedy byłem jeszcze „nie w formie”, niestety nie było czegoś takiego, jak treningi personalne, trenerzy personalni czy siłownia z prawdziwego zdarzenia. Zaczynaliśmy metodą prób i błędów. W tamtym czasie zmobilizowało mnie też środowisko, w którym się obracałem, czyli np. wyśmiewanie się ze mnie czy docinki, że będę pracował jako darmowa boja na basenie. Wtedy postanowiłem coś z tym zrobić.

Na początku oczywiście pracowałem tak naprawdę zupełnie odwrotnie, niż powinienem. Bardziej starałem się pracować fizycznie, niż coś zmieniać w dietetyce i swoich nałogach. Dodam tylko, że przed zmianami byłem w stanie zjeść dwie pizze naraz, a do tego ogromna ilość napojów gazowanych. Zacząłem od ciężkich treningów, ale to też niestety nie przekładało się na dobry wynik, ponieważ redukcję wykonujemy na niskim tętnie, a ja ważyłem 100 kilogramów i biegałem ile sił w nogach.

Teraz, poza kolarstwem, jestem rozpoznawalny w fitness klubach i będę starał się doskonalić w tym kierunku jeszcze bardziej. Fitness to fantastyczne doświadczenie i szansa na poznanie wartościowych ludzi. Kolarstwo zjazdowe zaś to ekstremalna dziedzina i nie każdy może sobie na to pozwolić. Fitness jest teraz jak najbardziej na topie i jeszcze długo pozostanie.

 DSC7639net resized

K.D.: Nie każdy wie, czym się na co dzień zajmujesz. Skąd Artur Miśkiewicz wziął się w fitnessie? Powiedz nam o tym kilka słów.

A.M.: Zaczęło się to przypadkowo. Cały czas jeździłem na rowerze i wyszukiwałem fajne pomysły na dobry trening. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że ciężary bardziej przeszkadzają, niż pomagają w jeździe na rowerze. Dlatego postawiłem na pracę z ciężarem własnego ciała i niestabilne podłoże, wykorzystując do tego piłki BOSU, rollery, piłki ovoball czy gumy. Obecnie prowadzę mnóstwo treningów personalnych czy zajęć ogólnorozwojowych. Jak na nasze zgierskie warunki, to ogrom pracy  - ponad 100 godzin przy jednoczesnej pracy na pół etatu w Urzędzie Miasta Zgierza w wydziale sportu, gdzie również zajmuje się sportem, ale od troszkę innej strony. Jestem przekonany, że idę w dobrym kierunku.  Staram się rozwijać, pracować z ludźmi, od których mogę czerpać różnego rodzaju wiedzę, dzięki którym mogę się czegoś nauczyć i rozwinąć. W wolnych chwilach trenuję do swoich rowerowych zmagań, by utrzymać tytuł Mistrza Polski.

K.D.: No właśnie jesteś wielokrotnym Mistrzem Polski, startowałeś też na Mistrzostwach Europy. Co jest dla ciebie największym osiągnięciem?

A.M.: Największym osiągnięciem jest dla mnie właśnie to, co zrobiłem ze sobą - czyli zyskanie dobrego wyglądu i takiego samego samopoczucia. Zawsze chciałem być dobrym kolarzem, dobrym zawodnikiem, a jednocześnie dobrym sportowcem. Pamiętam taką anegdotę. Pewnego razu poszliśmy wyrabiać licencję kolarską do lekarza sportowego i lekarz nie był w stanie zrozumieć, dlaczego chcę być kolarzem, skoro mam tak dużą nadwagę. Cóż, sportowiec powinien wyglądać jak sportowiec i dlatego zawsze do tego dążyłem i nadal dążę. Cieszę się, że udało mi się uzyskać taki wygląd. Teraz spokojnie mogę być rozpoznawalny jako sportowiec, a nie osoba, która jedynie uprawia sport, a to naprawdę  różnica. Trzy tytuły Mistrza Polski, dwa tytuły Mistrza Europy, czterokrotnie zdobyty Puchar Polski, w tym trzy razy z rzędu. Biorąc pod uwagę, że mieszkam w Zgierzu, gdzie nie ma żadnych górek i gdzie jesteśmy na terenie nizinnym uważam, że to fajny wynik, na który złożyło się mnóstwo pracy. Przede mną obecnie 18 sezon startów. Jeżeli ktoś się zastanawia, czy warto pracować, odpowiadam, że warto. Nawet, jeżeli nie ma efektów na początku albo nie będzie tak, jak jak sobie założyłeś na początku, to po pewnym czasie po prostu będzie coraz lepiej.

K.D.: W środowisku rowerowym jesteś znany i szanowany jako jeden z prekursorów kolarstwa ekstremalnego w Polsce, a teraz realizujesz się też jako trener personalny i instruktor zajęć grupowych. Jak to się stało, że stałeś się jedną z twarzy w najnowszym katalogu marki tiguar, której dystrybutorem jest firma ekspertfitness.com?

A.M.: Dotarłem do niej zupełnym przypadkiem. Ćwiczyłem na rewelacyjnych produktach marki tiguar, wykorzystując je - tak jak wcześniej wspominałem - do pracy na niestabilnym podłożu. Wtedy postanowiłem sobie, że będę z tą firmą współpracował i że zrobię wszystko, by być członkiem tego wspaniałego teamu z kilku względów. Po pierwsze: mają dużo produktów do pracy na niestabilnym podłożu; po drugie - są z Łodzi, a więc chodzi też o lokalny patriotyzm. Przed samym zgłoszeniem przygotowywałem się odpowiednio do tego, żeby dobrze wyglądać, aby ktoś z boku nie pomyślał, że pojawiłem się tam przypadkiem. Także opatrzność boska, trochę szczęścia i ciężka praca spowodowały, że znalazłem się w gronie tych kilku szczęśliwców, a tak naprawdę - w elitarnej grupie. Wspólnie pokonaliśmy przecież ponad stu kandydatów, także bardzo się cieszę. Na pewno będę dbał o to, by wspierać firmę i promować produkty tiguar, jak tylko umiem.

K.D.: Warto dodać, że ostatnio miałeś też sesję zdjęciową do jednego ze znanych czasopism.

A.M.: Tak, mogę to już powiedzieć. Ostatnio miałem sesję do Men’s Health, w którego nowym numerze ukazł się artykuł o niestabilnym podłożu. Pojawiły się tam między innymi produkty marki BOSU, którą ekspertfitness.com również dystrybuuje na Polskę. Zapraszam serdecznie do lektury!

13055820 1074802565914570 8049459126740031390 o

K.D.: Jesteś również jedną z ponad stu osób, które zgłosiły się na casting na nową „twarz tiguara”. Uczestniczyli w nim ludzie z różnych zakątków Polski. Jak Ci się z nimi współpracowało?

A.M.: Byli to bardzo fajni ludzie, pasjonaci sportu, instruktorzy i szkoleniowcy z całej Polski z liderem Pawłem Oraczem - którego nie trzeba nikomu przedstawiać – na czele. Miałem okazję poznać go osobiście, jak i inne osoby, których wcześniej nie znałem. Byli to wspaniali ludzie, którzy też się rewelacyjnie prezentowali na planie zdjęciowym. Pomimo niesamowitego mrozu na zewnątrz, kierownicy planu budowali atmosferę tak, aby się wszystkim znakomicie pracowało. Była to moja pierwsza sesja tego typu dla producenta z branży. Na szczęście przebiegła bez najmniejszych problemów, była w pełni profesjonalna i mam nadzieję że będzie jeszcze wiele podobnych sesji przede mną. Bardzo cieszę się, że mogę poznawać w ten sposób ludzi, którzy dzielą się swoją pasją, doświadczeniem i wiedzą.

K.D.: Poznanie marki tiguar na pewno ułatwił Ci też fakt, że prowadzisz zajęcia i treningi grupowe i personalne w klubie fitness, który jest pierwszym oficjalnym showroomem marki tiguar w Polsce.

A.M.: Klub Fitness Fru w Zgierzu to jest moje miejsce. To klub, w którym nie tylko pracuję, ale któremu oddałem swoje serce. Tutaj przecież stawiałem swoje pierwsze kroki i tu na pewno zostanę na dłużej. Mam świetne szefostwo, jestem zadowolony z pracy w tym miejscu i wierzę, że oni też są zadowoleni. Staram się wkładać jak najwięcej ciężkiej pracy w to, co robię, ale tak, jak powiedziałem wcześniej - nie tylko pracę, ale i serce. Gdy skończyłem swoje zagraniczne wojaże zastanawiałem się po powrocie do Polski, co teraz się ze mną będzie działo, więc tym bardziej cieszę się, że udało mi się zadomowić tutaj, wśród moich bliskich przyjaciół - u Michała i Bianki Zatorskich, których serdecznie pozdrawiam. Bardzo się cieszę, że jestem tu, gdzie jestem, i że tworzymy jedną, wspaniałą rodzinę.

K.D.: A jakie są twoje ulubione ćwiczenia przygotowawcze do sezonu?

A.M.: Jak już wspomniałem, przede wszystkim to niestabilne podłoże, jak chociażby przysiady na ovoball, na BOSU czy piłkach gimnastycznych, ponieważ kolarstwo angażuję dolne partie mięśniowe. Polecam jednak również pompki, wykroki, podskoki i brzuszki na niestabilnym podłożu.

K.D.: Artur, mówisz cały czas o pracy i treningach, a tak nic nie wiemy o twoim życiu prywatnym. Kiedy masz czas dla narzeczonej?

A.M.: To bardzo dobre pytanie. Moja narzeczona na szczęście też jest trenerem. Ona również uprawia sport i jest aktywna fizycznie, a zarazem jest bardzo cierpliwa. Czasem ciężko pogodzić życie razem z życiem osobno z uwagi na moje częste wyjazdy i zgrupowania, także cieszę się, że Ewa na to patrzy przychylnym okiem i mnie wspiera.

K.D.: Czego można Ci życzyć na nadchodzący sezon?

A.M.: Przygotowuję się, żeby przeżyć go w zdrowiu, bez kontuzji, z fajną zajawką rowerową i jak najlepszymi wynikami. Jak przygotujemy się dobrze, wyniki przyjdą same. Jednak sport to też loteria, więc nie jesteśmy w stanie niczego przewidzieć. Chcę się też bawić i cieszyć tym, że robię to, co lubię: pracuję i zarabiam pieniądze. Chcę z tego czerpać jak najwięcej przyjemności.

 

K.D.: Kolejny raz mówisz tylko o planach sportowych.

A.M.: W życiu prywatnym też niebawem nastąpią zmiany, ale pozwól, że oficjalnie potwierdzę te informacje sam na forum. Myślę, że wszyscy moi znajomi i osoby, z którymi współpracuję, będą niebawem wiedzieli o moich zmianach prywatnych...

K.D.: Zapewne nie byłoby Twoich sukcesów bez zaangażowania i wsparcia partnerów. Czy jest ktoś, komu byś chciał podziękować?

A.M.: Jest szereg osób, które wspierają mnie od lat. Firma 7anna wyposaża mnie w rowery. Warto tutaj wspomnieć też o Szymonie Kobylińskim, projektancie i właścicielu firmy NS bike, który od dawien dawna na mnie postawił i któremu zawdzięczam naprawdę dużo. Istnieje wiele firm, które mnie wspierają, na przykład firma Brubeck, która wyposaża mnie w odzież i ubrania, szkoły Żak, sklep rowerowy grawitacyjny.pl, serwis rowerowy bikemia, który dba o mojej rowery, a od niedawna także marka tiguar i firma ekspertfitness.com, z którą zamierzam dalej współpracować. Jest z nimi naprawdę fajny kontakt.

K.D.: Wiem, że z jednym z Twoich sponsorów związana jest śmieszna historia.

A.M.: Tak. Po pierwszym sezonie sprzedałem rower nieznajomemu człowiekowi. Przyjechał do mnie, kupił  ten rower i niespodziewanie tak się zakumplowaliśmy, że postanowił wspierać mnie w moich bojach na trasach. I tak oto firma Norwid z Siemianowic Śląskich stała się jednym z głównych sponsorów w sezonie 2017. W tym roku będzie mnie też wspierać firma Krotowski i Cichy; dealer Volkswagen i Audi, firma Adrian ze Zgierza, która jest jednym z większych producentów rajstop. W rajstopach chodzić nie będę, natomiast rzeczywiście naprawdę warto korzystać z ich usług ;)

13680129 556225801216741 156665999089932504 o

Już po zakończeniu wywiadu okazało się, że Artur doznał poważnej kontuzji, która wykluczyła go ze zbliżających się Mistrzostw Polski (22-23.07.2017). Życzymy powrotu do zdrowia!