Odzyskany apetyt na życie - rozmowa z Aleksandrą Banasiak

  • Dział: Wywiady
Aleksandra Banasiak - ambasador marki tiguar Monika Wróblewska-Płocka Aleksandra Banasiak - ambasador marki tiguar

Patrząc na tę piękną i silną instruktorkę trudno uwierzyć, że jeszcze kilka lat temu toczyła ciężki bój na śmierć i życie. Dziś jej ciało nie tylko jest na powrót zdrowe, ale silniejsze, niż kiedykolwiek przedtem; sama Ola zaś nie tylko zagrzewa do walki innych, ale została ambasadorką marki tiguar, która ma pomagać kobietom w odkrywaniu drzemiącej w nich siły. O drodze od anorektyczki do zawodniczki rozmawiamy dziś z Aleksandrą Banasiak. 

ekspertfitness.com: W kwietniu tego roku zostałaś dyplomowaną instruktorką fitness Open Mind. Czy rok temu o tej porze wiedziałaś już, że tak będzie?

Aleksandra Banasiak: Fitness był i jest moją pasją, ale nie planowałam zostać instruktorem. Po prostu byłam aktywna i robiłam coś, co sprawia mi ogromną przyjemność. Jednak kurs tak naprawdę okazał się dla mnie dowodem na to, że jeśli do czegoś dążymy i robimy coś dla siebie, nieświadomie możemy doprowadzić do pozytywnych korzyści i innych. Dzięki podejmowaniu kolejnych kroków w branży fitness, ciągłej chęci rozwoju i poszerzaniu horyzontów postanowiłam, że kurs będzie zwieńczeniem mojej ciężkiej pracy przez ostatnie lata.

ef.: Ta ciężka praca dotyczyła też Twojego zdrowia. W którym momencie poczułaś, że być może obraz własnego ciała, jaki nosisz w głowie, jest wykrzywiony i czas podjąć walkę?

A.B.: Wiedziałam o tym już w pierwszym roku choroby, kiedy waga drastycznie spadła o 10 kg. Jednak dla osoby chorej to nie jest znak czy pojawienie się czerwonej lampki, ponieważ przecież do tego dąży. Dążyłam do bycia chudą, bo to właśnie chudość wtedy była dla mnie wyznacznikiem piękna i akceptacji. Z perspektywy czasu, stawiając się w roli osoby stojącej obok stwierdziłabym, że byciem chudą, a tym samym wyróżnianiem się z tłumu, chcę po prostu zwrócić na siebie uwagę. Walkę podjęłam w momencie wizyty w szpitalu na oddziale dla anorektyczek, gdzie zresztą za wszelką cenę nie chciałam zostać. Jednak postawiono mi ultimatum, że jeśli na miesiąc nie będę tyła około kilograma, to będzie czekało na mnie łóżko i... drogą sądową umieszczą mnie w zakładzie. To zatem strach i panika przed oddziałem spowodowały, że dostałam strzał motywacji do walki. I dopiero podczas niej zaczęłam naprawdę dostrzegać moją chorobę, patrząc na swoje ciało i porównując go z ciałem osób zdrowych.

ef.: W jaki sposób udało Ci się ostatecznie pokonać chorobę?

A.B.: Ciężką pracą nad silną wolą i uważaniem na wszystkie czynności, jakie wykonywałam. Chodziło o to, by mimo kroków stawianych naprzód, nie cofnąć się nawet robiąc to nieświadomie.

Aleksandra Banasiak na sesji marki tiguar

ef.: Udało się. Dziś aktywnie pomagasz innym chorym wyjść z anoreksji. Sama przechodziłaś przez jej piekło, więc doskonale wiesz, że w trakcie choroby argumenty innych niewiele dają. Dlatego powiedz, w jaki sposób skutecznie zmienić w kimś przekonanie, że „chude jest piękne” na zrozumienie, że to „zdrowe i silne jest piękne”.

A.B.: Niestety - inne osoby nie są w stanie tego przekazać, bo każdy, nawet najdrobniejszy ruch w stronę pomocy jest odbierany negatywnie i z odwrotnym skutkiem. Anorektyczka w takich momentach się buntuje i po złości robi na opak. Sama pamiętam takie sytuacje. Dla przykładu - zbierałam siły, żeby zjeść kawałek sernika bez tłuszczu i cukru (a z tym też był problem), i w chwili, kiedy już chciałam go zjeść, a mama zaczęła mnie na niego dodatkowo namawiać („No, zjedz kawałeczek, przecież nic ci się nie stanie od tak małej ilości”) - automatycznie się blokowałam i robiłam na przekór, mimo częściowej chęci.
Dziś sądzę, że delikatne uświadamianie, jak wygląda zdrowe żywienie i aktywność czy jakie korzyści daje zdrowy styl życia, mogą być dobrym rozwiązaniem, ale tylko w momencie, kiedy nie personalizujemy wypowiedzi; kiedy nie kierujemy jej do konkretnej, chorej osoby. To mogą być luźne rozmowy między dwiema zupełnie zdrowymi osobami, by osoba chora mogła je usłyszeć z boku. Chodzi o to, aby samemu uświadomić sobie, gdzie leży problem i gdzie wyznaczamy priorytety swojego życia, a nie by inna osoba robiła to za nas (nas - czyli osoby chore na anoreksję).

ef.: Na swoim fanpage'u „Od anorektyczki do zawodniczki” przyrównałaś osoby, które wyszły z anoreksji, do niepijących alkoholików. Jest w tym dużo prawdy – w końcu wspólnym mianownikiem obu chorób jest uzależnienie. W dzisiejszych czasach kult pięknego ciała prowadzi już do tego, że paradoksalnie coraz częściej diagnozuje się osoby uzależnione od... sportu czy zdrowej diety. Czy myślisz, że jako ktoś, kto niegdyś chciał mieć nadmierną kontrolę nad swoim ciałem, byłabyś dziś w stanie na swoich treningach rozpoznać osobę kompulsywnie uprawiającą sport? Co byś jej powiedziała?

A.B.: Jak najbardziej. Jest to widoczne już na pierwszy rzut oka. Jako była anorektyczka, widząc dziewczyny, które przychodzą na zajęcia lub na siłownię, jestem w stanie „zdiagnozować”, czy dana dziewczyna ma problem. Z taką osobą niestety trzeba obchodzić się bardzo ostrożnie, ponieważ, jak wcześniej wspomniałam, każda dobra rada może być odbierana zupełnie w odwrotną stronę. Przede wszystkim obserwowałabym taką osobę przez pewien czas, żeby nie ocenić jej na podstawie jednych zajęć. Aby nie personalizować wypowiedzi do tej konkretnej osoby myślę, że na zajęciach przestrzegałabym przed skutkami nadmiernego wysiłku, który przy złej diecie może prowadzić do wycieńczenia. W momencie, kiedy zobaczyłabym, że fizycznie zaczyna się dziać coś z taką osobą, zaczęłabym osobiście rozmawiać, podając za przykład moją przeszłość - przeszłość dziewczyny, która zmarnowała 4 lata życia w chorobie.

ef.: Gdzie więc Twoim zdaniem leży granica między dbałością o siebie a obsesją na punkcie swojego wyglądu? Jak ją rozpoznać i zachować zdrowy umiar?

A.B.: Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje potrzeby, mamy zachcianki, nawet anorektyczki je mają - jednak psychika nie pozwala im na odstępstwa. Obsesja zaczyna się wtedy, kiedy liczymy każdą kalorię, pilnujemy każdej minuty, aby o danej godzinie zjeść posiłek, nie pozwalamy sobie na nic, co jest nawet w niewielkim stopniu niezgodne z naszymi postanowieniami żywieniowymi. Problem pojawia się także wtedy, kiedy źle się czując albo będąc osłabionymi czy przeziębionymi nie odpuszczamy treningu. Wszystkie te czynności są przekroczeniem granicy. Jednak nikt chory w takich chwilach nie pamięta na przykład, że trening podczas choroby jest totalnie nieefektywny i jeszcze bardziej nas osłabia, a odmawianie sobie każdej drobnej przyjemności w diecie powoduje złe samopoczucie. Umiar i kontrolę zachowamy, jeśli do naszej świadomości dotrze fakt, iż kostka czy dwie czekolady raz na jakiś czas naprawdę nie zrujnuje naszego ciała.

Aleksandra Banasiak podczas choroby

ef.: Podczas transformacji własnego ciała i umysłu na pewno miałaś momenty, w których nie wierzyłaś, że nastąpi jakakolwiek zmiana; w których siłą nie zaciągnięto by Cię na trening. Co było dla Ciebie najsilniejszą motywacją, by wstać z łóżka?

A.B.: Moją motywacją była chęć wyzdrowienia i jedzenia w normalny, nieobsesyjnie kontrolowany sposób, a jednocześnie chęć posiadania zgrabnego, wysportowanego ciała z lekkim zarysem kształtów i mięśni. Obserwowałam fit dziewczyny na różnych portalach i też chciałam tak wyglądać: zdrowo i atrakcyjnie, wyróżniać się nie chudością, ale wysportowanym ciałem. Na początku walki mówiłam sobie, że jem po to, żeby mieć mięśnie, a ćwiczę po to, żeby smacznie zjeść bez wyrzutów sumienia. Zawsze w dni silnie treningowe nagradzałam się w ten sposób nie czując obawy, że obleję się tłuszczem na ciele.

e.f.: Dziś, jako certyfikowana instruktorka, jaki rodzaj treningu bądź ćwiczenia poleciłabyś skrajnie wyniszczonym osobom, które chciałyby powoli zacząć dochodzić do siebie?

A.B.: Niestety, skrajnie wyniszczone dziewczyny nie mogą ćwiczyć, bo to powoduje zamknięte koło. Taka osoba jeszcze nie patrzy na aktywność ze zdrowego punktu widzenia, tylko na palenie każdej zjedzonej kalorii. Sama zaczęłam ćwiczyć dopiero w momencie, kiedy z wagi 40 kg przytyłam do 48 kg. Wiadomo - ciężko było mi się obyć bez treningów, ale widziałam, że tak sobie nie pomogę. Jedynymi aktywnościami były długie spacery i rekreacyjna jazda na wycieczki rowerowe, a także joga w domowym zaciszu.

ef.: Twoja długa droga doprowadziła Cię w końcu do tego, że zostałaś ambasadorką marki tiguar – nie tylko dlatego, że Twoje ciało jest piękne i apetyczne, ale dlatego, że uosabiasz cechy, z którymi utożsamiana jest ta marka: mądrość, odwagę i niezależność. Czy myślisz, że te cechy są czymś, co albo się ma, albo nie, czy możemy je nabywać w ciągu życia?

A.B.: Możemy. Przed chorobą i w jej trakcie byłam zupełnie inną osobą, zmieniłam się o 180 stopni! Zmieniło się moje nastawienie do życia, do realizacji swoich celów, do wyznaczania ich, do rozwijania samej siebie. Czasem się dziwię, że po tym, co przeszłam, doszłam do etapu, w którym potrafię pomóc ludziom z problemem, z jakim się borykałam i myślałam, że do końca życia z nim zostanę. Paradoksalnie, choroba pozwoliła mi na stworzenie nowej, świadomej mnie; to ona sprawiła, że walcząc, udowodniłam sobie samej, siłę jaką posiadam, a co więcej - jaką może w sobie odkryć każdy z nas, jeśli tylko naprawdę chce do czegoś dążyć.

Ola Banasiak ambasadorką marki tiguar

ef.: Jaką rolę w stawaniu się silniejszą kobietą odgrywają w Twoim życiu podróże?

A.B.: Podróże są moją drugą pasją; czymś, co odrywa mnie od rzeczywistości i potrafi wyłączyć na chwilę, żeby zregenerować siły. Kocham poznawać nowe miejsca, uwielbiam się o nich uczyć, stąd też kierunek studiów, na jakim jestem (turystyka i rekreacja). Podróże również były silnym czynnikiem motywującym mnie do walki ze względu na jeden incydent, kiedy to przez chorobę nie mogłam polecieć z przyjaciółką na urodziny do Paryża. Lot kupiony, nocleg zarezerwowany... a ja szczęśliwa, że spełni się moje marzenie. I nagle czar pryska, kiedy lekarz mówi mojej mamie, że podróż w moim stanie jest absolutnie wykluczona. Wtedy powiedziałam sobie, że nigdy więcej nie dopuszczę, aby choroba zrobiła mi tak wielką krzywdę, a to właśnie był rok rozpoczęcia walki. 
Podróże w takie miejsca, w jakich już byłam (np. Teneryfa, Izrael, Majorka) były wcześniej tylko moimi marzeniami. Absolutnie się nie spodziewałam, że je spełnię. Jednak tak, jak wcześniej napisałam - jeśli się tylko chce i dąży się do celów, każdy jest w stanie je spełniać. Tak też jest właśnie ze mną i moimi podróżami. Na swojej drodze spotkałam Michała - moją drugą połówkę - i to właśnie z nim wspólnie spełniamy swoje marzenia o podróżach. To dzięki niemu wiem, że choroba nigdy nie wróci, bo teraz mam dla kogo żyć w zdrowiu i szczęściu, a wspólne odkrywanie nowych miejsc na świecie z ukochaną osobą powoduje jeszcze więcej radości i motywacji do życia.

ef.: Do czego więc dążysz dziś jako kobieta i instruktor?

A.B.: Do bycia przykładem dla dziewczyn, które chorują na zaburzenia żywienia; motywacją dla nich w walce z chorobą i inspiracją dla kobiet aktywnych a przede wszystkim do bycia sobą we wszystkim, co robię w swoim życiu.

ef.: Olu, dziękuję Ci za rozmowę i życzę Ci spełnienia tych wszystkich pragnień!