Summer Camp, czyli sposób na przetrwanie lata dla trenerów

  • Dział: Wywiady
Letni obóz treningowy Marty Gorącej. Fot.: Mariusz Borowiec Mariusz Borowiec Letni obóz treningowy Marty Gorącej. Fot.: Mariusz Borowiec

Czy lato – czas wakacji i urlopów – musi oznaczać dla trenerów personalnych sezon ogórkowy? Jak w tym specyficznym czasie zatrzymać klientów i nie przestawać budować z nimi trwałych relacji? Okazuje się, że jest wyjście z tej pozornie trudnej sytuacji: coraz więcej trenerów docenia znaczenie letnich campów i wprowadza je do swojej oferty. Olga Lipczyńska i Marta Gorąca, które same z powodzeniem organizują tego typu obozy, zdradzają, czym są letnie campy treningowe, jaka jest ich specyfika, dlaczego podobają się ludziom i o czym warto pamiętać, chcąc przygotować dla swoich klientów taką propozycję.

Olga Lipczyńska jest instruktorem fitness i trenerem personalnym z wieloletnim doświadczeniem. Finalistka konkursu „Next Fitness Star” Women's Health. Prowadzi zajęcia grupowe i treningi w najlepszych klubach fitness w Poznaniu, a także treningi personalne na miejscu u klientów. Jest szkoleniowcem, stale rozwija swoje umiejętności poprzez częste warsztaty i konwencje; posiada liczne, międzynarodowe certyfikaty i uprawnienia. Od ponad roku organizuje latem wyjazdy treningowo – dietetyczne.

ekspertfitness.com.: Zacznijmy od początku. Skąd wziął się pomysł na pierwszy obóz treningowo-dietetyczny?

Olga Lipczyńska: Pomysł na takie przedsięwzięcie siedział w mojej głowie już od dawna, ale brakowało mi chyba odwagi i pewności siebie, by go zrealizować. W marcu zeszłego roku pierwszy raz spotkałyśmy się z Anią Zientalską z bloga „Żryj zdrowo”. Początkowo miałyśmy razem zrealizować jeden projekt – miesięczne, treningowo-dietetyczne wyzwanie na Facebooku. W zasadzie nie od razu między nami „zaskoczyło”, jednak stwierdziłyśmy, że warto spróbować zrobić coś razem, bo się doskonale uzupełniamy i tak naprawdę wyznajemy podobną filozofię dotyczącą aktywnego trybu życia. To wyzwanie okazało się hitem, co nas bardzo ucieszyło i było dla nas wielką niespodzianką. Właściwie już podczas pierwszego naszego spotkania padło z ust Ani pytanie, co myślę na temat obozu sportowego-dietetycznego. Poczułam się trochę, jakby Ania czytała w moich myślach, i od słowa do słowa okazało się, że ona też od dawna marzy o czymś takim. Po sukcesie wspólnego wyzwania facebookowego zapadła szybka decyzja, jako, że był już czerwiec i stwierdziłyśmy, że jeśli mamy razem zorganizować jakiś obóz, to trzeba to jeszcze zrobić latem, innymi słowy: kuć żelazo, póki gorące! Ponieważ taki obóz od dawna był zarówno moim, jak i Ani marzeniem, a obie wychodzimy z założenia, że marzenia trzeba realizować i urzeczywistniać - szybko zaczęłyśmy działać. Okazało się, że razem udaje nam się to niesamowicie. Stworzyłyśmy naprawdę wyjątkowy team, a tak naprawdę można już śmiało powiedzieć, że wspólną markę. Pierwszy taki obóz odbył się w sierpniu zeszłego roku i był po prostu lepszy, niż sobie wyobrażałyśmy. Od tamtej pory odbyło się już aż siedem edycji i widzimy, że jest na nie dalsze zapotrzebowanie.

Olga Lipczyńska podczas letniego obozu

ef.: Jak wygląda typowy dzień campowy?

O.L.: W zasadzie taki dzień krąży wokół treningu, zdrowego posiłku i... relaksu. Zaczynamy biegiem przed śniadaniem, od 6:30 do 7:00. Po biegu mamy krótki trening i stretching, potem jest zdrowe i pyszne śniadanie przygotowane przez Anię. Relaks, kolejny trening, posiłek, odpoczynek, trening, obiad, trening, kolacja. Odbywają się też warsztaty gotowania i inspirujące rozmowy. Jeśli jest pogoda - idziemy nad jezioro, organizujemy piknik, wieczorem zasiadamy do ogniska.

ef.: Kim są osoby, które decydują się na udział w waszych wyjazdach? Skąd się o nich dowiedziały i jaka jest ich motywacja?

O.L.: Osoby te to ludzie wyjątkowi, bardzo otwarci, z dużym poczuciem humoru. Często przyjeżdżają sami, i nie jest to dla nich żadnym problemem. Chcą poznawać nowych ludzi, trenować, trwale zarazić się zdrowym trybem życia i po prostu dowiedzieć się czegoś nowego. Część osób już nas zna z zajęć lub spotkań z Anią w jej gabinecie. Trafiają do nas osoby z polecenia, są też dziewczyny wracające na kolejne turnusy. Obie z Ania mamy nasze fanpage na Facebooku i konta na Instagramie. Ja prowadzę jeszcze bloga – olgalipczynska.pl. To pomaga - ludzie nas obserwują, widzą, że jesteśmy aktywne, uśmiechnięte, że kochamy to, co robimy, i zarażamy innych swoją pasją. Wszystkie uczestniczki każdego obozu są wyjątkowe i nawet po zakończeniu wyjazdu utrzymujemy z nimi kontakt.

ef.: Co zyskują uczestnicy Waszych campów?

O.L.: Przede wszystkim poznają nowe osoby i dowiadują się nowych rzeczy. Miejsce, gdzie odbywa się obóz (Rancho Komarówka w Grotowie pod Drezdenkiem), jest przecudowne. Telefony i internet nie mają tam zasięgu. Wszyscy ze sobą dużo rozmawiają, spędzają ze sobą czas, w zasadzie głównie na powietrzu i w przepięknym otoczeniu. Trening odbywa się na dworze, czasem też w formie zabawy - trenujemy w parach. Zaczynamy wcześnie - tuż po przebudzeniu. Trenujemy cały dzień. Jest mnóstwo śmiechu, ale po ćwiczeniach ciało czasem też boli i uczestnicy dowiadują się niejednokrotnie o tych mięśniach, o których istnieniu wcześniej nie wiedzieli. Często te osoby zyskują pewność siebie, wiarę w to, że mogą osiągnąć zamierzony cel, bo dostają „kopa energetycznego” i mnóstwo motywacji. Zaczynają się nawzajem inspirować. Zaprzyjaźniają się.

ef.: W jakich dokładnie rodzajach treningów biorą udział uczestnicy?

O.L.: Jest to bieganie, trening brzucha, stretching, trening z kettlebells, z mini bandami, z którymi też czasem robimy zawody w dwóch drużynach, trening obwodowy z wykorzystaniem piłek lekarskich, heavy balli, kettli; trening body&mind z elementami yogi i Pilates oraz trening funkcjonalny w formie zajęć grupowych.

ef.: Wasze wyjazdy odbywają się nie tylko latem - jak pora roku wpływa na program campów?

O.L.: Na program danego obozu wpływa jednak przede wszystkim miejsce. Mamy też dwa rodzaje wyjazdów: treningowo-dietetyczny i treningowo-oczyszczający. Na tym drugim jest mniej treningów i są one mniej wymagające, ponieważ dieta jest oczyszczająca, czyli automatycznie dostarczająca mniej energii. Opiera się na owocach, warzywach i kaszach.
W Rancho Komarówka odbywają się treningowo-dietetyczne obozy, bo to miejsce jest zbyt cudowne, by ograniczać się wyłącznie do detoksu i spokojnych treningów. Ponadto, jesienią czy zimą ciężko jest trenować na zewnątrz. Oczywiście, biegamy na dworze - w lesie czy w parku, ale większość treningów odbywa się na sali.

ef.: Podziel się z nami proszę campową historią, którą najlepiej zapamiętałaś. Może jakaś para się zaręczyła, ktoś odnalazł w aktywności fizycznej swoje powołanie?

O.L.: Jeszcze nikt się u nas wprawdzie nie zaręczył, ale nawiązało się wiele fantastycznych znajomości, a my z wieloma osobami nadal mamy kontakt. Szczerze mówiąc, nie ma jednej takiej historii. Ja uwielbiam te wyjazdy do tego stopnia, że zmierzając na pierwszy obóz w tym sezonie na Rancho Komarówka cieszyłam się jak dziecko jadące w ukochane miejsce na wakacje! Już się nie mogłam doczekać, gdy spotkam Marka i Danusię - właścicieli tego miejsca.

Jeśli zainteresowały Cię wjazdy organizowane przez Olgę, zajrzyj na http://olgalipczynska.pl/wyjazdy/. Obozy przeznaczone są zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Gwarantowane zdrowe i pyszne jedzenie.

***


Marta Gorąca to trener personalny, instruktor i manager fitness, szkoleniowiec Open Mind Health & Fitness Idea. Na co dzień prowadzi swoje dwa studia treningu personalnego w Łodzi. Od 5 lat, kilka razy w roku organizuje campy, gdzie łączy się odpoczynek z aktywnością na najwyższym poziomie.

ef.: Kiedy zorganizowałaś swój pierwszy, wakacyjny camp i jak udało Ci się pozyskać do niego ludzi?

Marta Gorąca: To było pięć lat temu. Promowałam się tylko przez Facebooka i swoje zajęcia, a mimo to na spokojnie uzbierało się 45 osób. W tym roku odbyła się już dziesiąta edycja i wzięło w niej udział około dwudziestu uczestników.

ef.: Jak wpadłaś na to, że może "active campy" mogą być czymś interesującym dla Twoich klientów?

M.G.: Na pierwszych zagranicznych wakacjach podpatrzyłam nie do końca dobrze prowadzone animacje. Byłam już instruktorką, więc uderzały mnie rzeczy takie, jak to, że instruktorzy nie słyszeli muzyki, że w niezrozumiały sposób prowadzili jogę, ich oferta była chaotyczna i nieprzemyślana. Pomyślałam wtedy: „Jak cudownie byłoby to zrobić w Polsce, ale profesjonalnie! Przez kogoś, kto naprawdę zna się na rzeczy, ale potrafi też wciągająco animować, ma świetny kontakt z ludźmi i umie połączyć zabawę z wypoczynkiem!". Obiecałam sobie, że tego dokonam. Nie wiedziałam jeszcze, jak, ale postanowiłam sobie, że dojdę do tego. I jak się okazało, istnieje na to wielkie zapotrzebowanie.

ef.: Czego nauczył Cię pierwszy obóz?

M.G.: Pierwszy obóz – a także całą, związaną z nim papierologię - pomogli zorganizować mi znajomi ze szkoły tańca Lilla House w Łodzi, którzy organizują obozy taneczne dla dzieci. Trzeba wiedzieć, że organizując taki obóz, funkcjonuje się jak biuro podróży. Tak właśnie było przez pierwsze trzy lata. Obecnie ludzie dojeżdżają we własnym zakresie, na własną odpowiedzialność, chyba, że decydujesz się wynająć dla nich autokar. Wówczas też musisz działać na zasadach takich, jak biuro i zgłaszać szereg rzeczy. Ja dopiero później założyłam własną działalność dedykowaną pod organizację takich obozów, jednocześnie cały czas prowadząc zajęcia i pracując na umowę – zlecenie. To, co robię dziś, to wypadkowa lat doświadczeń i nauki na błędach. Kiedy organizowałam pierwszy obóz, nikt w Polsce tego jeszcze nie robił.

ef.: A czy, Twoim zdaniem, obozy tego typu dla klientów personalnych także mają sens?

M.G.: Oczywiście, jednak specyfika takiego obozu dla klienta personalnego jest zupełnie inna, tak, jak jego oczekiwania. Taki odbiorca ceni sobie komfort miejsca i małe grupy obozowe, co wynika z przyzwyczajenia do zajęć „face to face”. Standard miejsca, dietetyczne posiłki w ofercie również mają ogromne znaczenie. Trzeba mieć świadomość, że organizując obóz „premium” być może trzeba będzie zadbać o pokoje czterogwiazdkowe bądź np. posiłki z wypisanymi alergenami. Obozy premium, które ja oferuję swoim klientom personalnym, to właśnie mała grupa, wysoki standard hotelu, dietetyczne menu, możliwość treningów indywidualnych podczas obozu a także dodatkowa oferta – SPA.

ef.: Mając kilkuletni bagaż doświadczeń na tym polu, jakie dodatkowe obserwacje i wskazówki miałabyś dla chcących zorganizować tego typu campy?

M.G.: Paradoksalnie, bardzo ważnym elementem jest... jedzenie. W górach nikt na nas nie oszczędza, więc zrezygnowaliśmy na ich rzecz z obozów organizowanych nad morzem. Bukowina Tatrzańska to znakomity wybór pod mnóstwem względów. Warto także uświadomić klientów o zagrożeniu związanym z przetrenowaniem. W trakcie typowego dnia campowego jest bardzo dużo różnorodnych zajęć i zdarzają się uczestnicy, którzy chcieliby być na wszystkich, ale tak nie można. Pokażę to na przykładzie jednego z moich summer campów. Typowy dzień wyglądał tak: przed śniadaniem bieganie (kiedyś była to joga na plaży o wschodzie słońca), po śniadaniu 2-3 godziny treningów na sali lub plenerze (jeśli na sali, zawsze wybieram ośrodki z salą z lustrami), obiad, 1,5 godziny siesty, 2-3 zajęcia, kolacja, integracja, wieczór filmowy, impreza, jak na koloniach. Następnie jeden dzień odpoczynku, czyli na przykład termy, wycieczka w góry lub czas wolny. Ofertę należy przygotować tak, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie, ale naprawdę odradzam korzystanie ze wszystkiego.

ef.:  A kim są uczestnicy Twoich campów?

M.G.: Przede wszystkim są to osoby, które chcą czerpać wiedzę. Zdarzało się, że 50% z uczestników to byli instruktorzy i trenerzy, którzy bardzo wiele wynieśli z naszych obozów dla siebie. Twierdzili potem, że po powrocie byli o poziom wyżej. Zachęcamy ich do wyjazdów dlatego, że zajęcia, jakie proponujemy, są często nowościami, które ściągamy z zagranicy, sami się szkoląc. Jesteśmy tez szkoleniowcami, więc nieodłącznym elementem jest edukacja. Na obozach prowadzimy też wykłady motywacyjne czy edukacyjne, dotyczące np. odżywiania. Moim targetem są też rodziny z dziećmi. Tegoroczny obóz w takiej tematyce świetnie się sprawdził. Mieliśmy animacje dla dzieci. Były osoby, które wcześniej mało aktywnie żyły i już dostaję od nich wiadomości o tym, że obóz zmienił ich życie. Tak naprawdę celujemy w bardzo zróżnicowane grupy. Zorganizowaliśmy nawet obóz 50+, na którym pojawiły się wyjątkowo aktywne osoby.

ef.: A jaka metoda promocji campów okazuje się być najbardziej skuteczną?

M.G.: Niezbyt sprawdziła się promocja w trakcie różnych eventów. Najskuteczniejsza pozostaje chyba poczta pantoflowa – każdy zadowolony uczestnik przyciąga następnych – a także dzisiejszy standard, czyli media społecznościowe i strona internetowa.

ef.: Masz jakieś szczególne wspomnienia z któregoś z campów?

M.G.: O, tak! Raz dziewczyna zabrała na obóz swojego niezbyt palącego się do sportu partnera, który po powrocie wykupił u mnie pakiet treningów i schudł ok 40 kg. Mało tego, ćwiczy do dzisiaj! To lepsze, niż szkolenie – uczestnicy uczą się dobrych nawyków, podpatrują, jak wyglądają dane zajęcia, a później wprowadzają u siebie. Kierujemy, uczymy różnych technik, pokazujemy im różne zajęcia: TRX, GT, Stretching, Mobility, Animal Workout, choreografia, step, wzmacnianie, smukła sylwetka, płaski brzuch. Tak to działa. Tak naprawdę jednak każdy jest wyjątkowy i zapamiętujemy go z innych względów. To zasługa ludzi, którzy nam zaufali, i to oni tworzą niezapomniany klimat letnich obozów.

Działania Marty i informacje o jej kolejnych campach można śledzić na https://www.facebook.com/martagoracastudio/

W atykule wykorzystano zdjęcia z archiwum Olgi Lipczyńskiej oraz fotografie Mariusza Borowca.