Wszystko, o czym marzyłem - wywiad z Pawłem Oraczem

  • Dział: Wywiady
Aleksandra Jędrosz i Paweł Oracz - sesja z katalogu marki tiguar Monika Wróblewska-Płocka Aleksandra Jędrosz i Paweł Oracz - sesja z katalogu marki tiguar

Jak sam dziś mówi, na polu fitnessu osiągnął wszystko, czego chciał. Dziś nic już nie musi; oddaje się tylko temu, co sprawia mu czystą przyjemność i co jest kolejnym wyzwaniem. O ciągłej ewolucji, zmianach w podejściu do fitnessu i roli pokory w dochodzeniu na szczyt rozmawiamy z Pawłem Oraczem – międzynarodowym prezenterem fitness, światową ikoną stepu, trenerem personalnym i przygotowania motorycznego.

ekspertfitness.com: Paweł, dziś Twoje nazwisko jest marką samą w sobie, ale zanim tak się stało, musiałeś przejść długą drogę. W którym momencie postanowiłeś związać swoje życie z fitnessem i jak wyglądały Twoje początki?

P.O.: Już w podstawówce wiedziałem, że moje życie będzie kręciło się wokół sportu, ale nie wiedziałem jeszcze, że to fitness w tym wszystkim zaangażuje mnie najbardziej. Na siłowni trenowałem już jako 15-latek, ale fitnessem na 100% zająłem się w wieku 23 lat na studiach. Początki nie były łatwe, chociaż patrząc z perspektywy samej nauki, przychodziło mi to bardzo łatwo. Może dlatego, że poświęcałem na to każdą wolną chwilę, po prostu żyłem tym. A wiadomo – jeśli coś sprawia ci radość, to i nauka staje się przyjemnością. Dziś można powiedzieć, że jestem takim trochę dinozaurem fitnessowym, bo moje początki miały miejsce 15 lat temu. Dziś czasy się zmieniły. Teraz wszyscy chcą mieć efekty od razu, na już – a to tak nie działa. Wydaje mi się, że wtedy trenerzy więcej czasu poświęcali na naukę, mieli dużo więcej pokory i szacunku wobec siebie, byli bardziej wszechstronni.

ef.: Czyli byłeś bardzo zdeterminowany już od samego początku. A czy miałeś jakieś trudne momenty w swojej karierze, w których dopadały Cię wątpliwości co do obranej drogi?

P.O.: Nie, zdecydowanie nie miałem wątpliwości. Myślę jednak, że to raczej nie była droga, tylko autostrada, którą ciągle jadę; co jakiś czas zbaczam trochę z tej autostrady - w pozytywnym znaczeniu tego słowa - i odwiedzam coraz to nowe miejsca, ale z każdej z tych "bocznych dróg" zabieram ze sobą ogromny bagaż doświadczeń i wiedzy.

Paweł Oracz - ambasador marki tiguar
Paweł Oracz - ambasador marki tiguar

ef.: Dziś jesteś ikoną stepu, twarzą rozpoznawalną we wszystkich zakątkach fitnessowego świata. To, co robisz, zaprowadziło Cię już do ponad 30 krajów. Czy podczas tych licznych podróży uderzyły Cię jakieś szczególne różnice w podejściu do aktywności fizycznej w różnych krajach? Jak na tym tle prezentuje się Polska?

P.O.: Tak, to prawda - wiele doświadczyłem, dużo widziałem, ale powiem szczerze, że nie mamy się czego wstydzić. Jesteśmy w pierwszej lidze, szybko się uczymy i adaptujemy do nowych trendów, nierzadko je wręcz kreując. Naszą taką narodową przypadłością jest to, że bardzo ekscytujemy się tym, co nie polskie, a zagraniczne. Wystarczy, że nie jesteś z Polski i już stoisz na wygranej pozycji. Otóż chcę wyraźnie powiedzieć, że w wielu dziedzinach, nie tylko w fitnessie, możemy uczyć innych, jak to się robi.  Bo najważniejsze, aby być sobą. Nie kopiować, a kreować!

ef.: Jesteś w stanie oszacować, na ilu konwencjach pojawiłeś się jako prezenter przez te lata?

P.O.: Oj, ciężkie pytanie. W 2016 roku na mojej karcie „Miles and More” było około 100 przelotów. W tym roku podobnie. Nigdy tego nie liczyłem, ale śmiało mogę strzelić, że około 500-600 konwencji i warsztatów wciągu 15 lat się nazbierało… może więcej?

ef.: W takiej mnogości wyjazdów, czy któraś konwencja lub event utkwił Ci w głowie na całe życie?

P.O.: Na pewno Japan Fit w Tokio ze względu na poziom, atmosferę i kulturę. Jeśli chodzi o rozmach przedsięwzięcia, to na szczególną uwagę zasługuje IDEA Convention w USA, na której samych prezenterów było 250.

ef.: Jesteś jednym z ambasadorów marki tiguar, której przewodnie hasło to: „smart.brave.independent.” Jednak nie każda osoba rozpoczynająca przygodę z fitnessem czuje się od razu pewnie, wierzy w swoje możliwości czy wewnętrzną siłę tak, jak np. Ty. Jako trener personalny, od czego zaczynasz proces zmian u swoich podopiecznych?

P.O.: Od zmiany stylu życia. Mówię tu o nawykach żywieniowych i szeroko pojętej kulturze ruchu. Grunt to zaszczepić u ludzi nawyk w postaci ruchu i zdrowego odżywiania. To musi sprawiać im przyjemność. Nie może być codziennym przymusem. Nie chcę być źle zrozumiany, ale chodzi mi o to, że nie każdy od razu musi zostać Mr. Universe czy zdobyć medal MŚ, każdy natomiast może czuć się dobrze we własnym - i jednocześnie zdrowym – ciele; robić zwykłe rzeczy bez ograniczeń i bólu. Oczywiście, nierzadko trener musi motywować swojego podopiecznego w szczególny i indywidualny sposób - pokazać co jest dobre, a co nie. Trzeba zobrazować cel i dać środki do jego realizacji na zasadzie kija i marchewki, ale ja wychodzę z założenia, że zaangażowanie, chęci i motywacja musi jednak iść z obu stron.

Paweł Oracz. Sesja dla marki tiguar
Paweł Oracz. Sesja dla marki tiguar

ef.: Wróćmy do stepu. Kiedy w zeszłym roku przeprowadzałam wywiad z Sebastianem Piątkiem, z rozrzewnieniem wspominał pierwsze konwencje Inki Szymańskiej i nieco narzekał na to, że dziś choreografie stepowe są nieco „psute” i na siłę komplikowane przez samozwańczych, youtubowych prezenterów. A co Ty myślisz o zajęciach na żywo vs. uczeniu się z youtube'a?

P.O.: Sebastian miał rację. Jest moim dobrym przyjacielem i wiele mu zawdzięczam, dużo razem przeżyliśmy. Sebastian miał na myśli bezsensowne - również moim zdaniem - komplikowanie choreografii, które przejawia się nieprzemyślanym i nielogicznym sposobem budowy i metodyki nauczania. Moim zdaniem nie ma trudnych choreografii. Są tylko źle nauczone, źle dobrane sekwencje zaburzające płynność i niedostosowanie całości do grupy. Wszystko dzieje się kosztem zabawy na zajęciach. Prezenter musi wiedzieć, że ta sama choreografia będzie inaczej nauczana w Anglii, niż w Japonii. Być może nawet będzie się różnić w 50% . Nigdy dwa razy nie zdarza się taka sama lekcja, pomimo tej samej finałowej wersji choreografii.

ef.: A jakie są największe różnice, jeśli chodzi o pracę na scenie i w klubie? Które z tych miejsc jest bliższe Twojemu sercu?

P.O.: Na scenie jesteś prezenterem, który kreuje trendy. Można powiedzieć, że to pewnego rodzaju misja. To ty jesteś przykładem dla innych trenerów. To od ciebie ludzie mają czerpać inspirację. Trener w klubie daje natomiast radość i wiedzę zwykłym Kowalskim chcącym oderwać się trochę od codzienności, po prostu dobrze się bawić, a przy okazji zgubić parę zbędnych kilogramów. Za to więź pomiędzy klientem w klubie a trenerem jest nieoceniona. Czy bycie prezenterem sprawia mi więcej radości? W jednej i drugiej roli czuję się jak ryba w wodzie.

ef.: Przez lata byłeś ikoną stepu. Tymczasem nie dalej, jak kilkanaście tygodni temu, poinformowałeś swoich fanów na facebooku, że po 14 latach „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść”. Co było powodem takiej decyzji? Czy jest nieodwołalna?

P.O.: Taki jest mój cel na najbliższy 2018 rok, który będzie moim ostatnim jako prezenter i trener zajęć grupowych – fitness. Będę latał tylko na jedną konwencję w miesiącu i nic więcej. Powodów tej decyzji jest kilka. Pozwolisz, że wymienię te najważniejsze. W fitnessie ani sobie ani innym już nic nie muszę udowadniać – osiągnąłem wszystko, o czym marzyłem. Zwiedziłem cały świat, poznałem niezliczoną ilość ludzi, stałem na największych scenach, szkoliłem trenerów w wielu krajach Europy. Dalej sprawia mi to radość, ale... nie jest to już ta adrenalina, którą czułem jeszcze 2-3 lata temu. Można powiedzieć, że zadanie wykonane. Czas dać szansę młodym. Kolejnym z powodów jest przyjście na świat mojej drugiej córeczki Poli. Nie mam zamiaru spędzać z nią 2-3 weekendów w roku, chcę robić z nią zwykłe rzeczy w niezwykły sposób. Mam już doświadczenie ze starszą córką Oliwią - mimo starań, nie mogłem z nią spędzać tyle czasu, ile bym chciał. Kolejnym powodem jest praca i spełnianie się jako trener personalny i trener przygotowania fizycznego. Jest to moja nowa pasja, której oddaję się całkowicie. Doświadczenie i wiedza zdobyte na przestrzeni lat, obserwacja standardów pracy największych ośrodków, klubów i trenerów pozwala mi na wdrożenie tego w pracy ze swoimi podopiecznymi.

Paweł Oracz podczas sesji marki tiguar
Paweł Oracz podczas sesji marki tiguar

ef.: Czym w takim razie zajmujesz się teraz i jakie są Twoje plany na przyszłość?

P.O.: Dalej prowadzę zajęcia grupowe, step, trening funkcjonalny itd. Jak wspomniałem, pracuję jako trener przygotowania motorycznego ze sportowcami i amatorami aktywności fizycznej. Staram się zaszczepić w ludziach miłość do ruchu. W tym momencie jestem w trakcie otwierania wspólnie z moim kolegą Markiem Mroczkiem studia treningowego, gdzie będziemy pracować z klientem indywidualnym jak i ze sportowcami na poziomie mistrzowskim. Standardy pracy nie będą odbiegać od światowej czołówki, a wręcz przeciwnie – chcemy wyznaczać kierunki i kreować wspomniane trendy. To będzie coś, o czym marzyliśmy od dawna. Jak to wszystko się potoczy? Zobaczymy. W każdym razie dziś mamy nowe cele i marzenia.

ef.: Patrząc z perspektywy czasu na Twoje wszystkie, imponujące osiągnięcia, które cechy charakteru lub decyzje okazały się najbardziej pomocne lub przydatne w pięciu się na szczyt?

P.O.: Pokora i jeszcze raz pokora. Szczypta pewności siebie oraz wiary we własne talenty i możliwości. Rzetelność i pracowitość to cechy, które również były mi bardzo pomocne, ale to chyba w każdej dziedzinie życia się sprawdza. Jeśli chodzi o decyzje, to myślę że wyjazd do Berlina na szkolenia w 2006 roku był przełomem. Samodoskonalenie się to podstawa, zawsze.

ef.: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę i życzę spełnienia kolejnych marzeń!